piątek, 16 lutego 2018

'MUST HAVE' czyli złota PIĄTKA mamuś i dzieci część II



Trochę mi czasu niestety zajęło zabranie się do napisania tego postu, ale niestety okres chorobowy dopadł i nas. Każdy po kolei musiał przecierpieć jakiegoś wirusa, dosłownie jak "domino". Koniec końców jesteśmy już prawie zdrowi, no a post powinien ujrzeć światło dzienne. Także jeśli macie ochotę, zerknijcie co udało mi się jeszcze wynaleźć w świecie "mamino-dziecięcym".

1. MINI MATA SŁONIK od PLAYSKOOL

Powiem Wam, że ta mini mata wędruje z nami praktycznie wszędzie. Nie noszę tony grzechotek ani innych "zabawiaczy", no ewentualnie dwa gryzaki, bo jesteśmy na etapie ząbkowania. Ale poza tym nic do szczęścia naszej drugiej pyzie nie potrzeba. Słonik banalnie się składa i rozkłada i zajmuje naprawdę bardzo mało miejsca. Idealny w podróż i nie tylko. My kupiliśmy swojego w MY TOYS. Cena około 20€.






2. KREM LA ROCHE POSAY LIPIKAR BAUME AP+


W poprzednim poście pisałam o olejku migdałowym, który doskonale radził sobie z sucha skórką naszej córy. No właśnie. RADZIŁ czas przeszły. Niestety do pewnego momentu, ponieważ mała tak suchą skórkę, że potrafi non stop się drapać, w szczególności za uszkami. Obstawialiśmy proszek do prania, płyny i wszystko zostało zmienione. Olejek migdałowy owszem nadal jest używany podczas kąpieli, ale niestety już nie wystarcza. Krem od LA ROCHE POSAY kupiłam z polecenia znajomej. I TADAM! Suchości zniknęły w ciągu dwóch dni! Pięknie nawilża skórkę i zapobiega swędzeniom. Warty swojej ceny. Dostępny jest w każdej aptece za mniej więcej 15€-20€.




3. KREM AVENE COLD CREAM

Kolejny krem, który koi naszą skórę tym razem idealny na zimową lub jesienną porę. Zawiera wosk pszczeli, który przede wszystkim tworzy warstwę ochronną na skórze. Kiedyś byłam wierna kremowi WELEDA WIND UND WETTERBALSAM, ale jak tylko kupiłam ten, to powiem Wam szczerze, że teraz nie kupiłabym żadnego innego. Dostępny również w aptekach w cenie około 8€-10€.







4. LUNCH BOX BENTGO KIDS


Bez tego "lunch boxu" moja starsza córa nie wyobraża sobie wycieczek ani dłuższych wyjść gdziekolwiek. Zresztą ja też nie ;) . Nie dość, że jest niesamowicie szczelny, to ma wiele przegródek, dzięki czemu możemy urozmaicić przekąski naszym dzieciakom. Co lepsze, macie małe podpowiedzi na blogu pewnej mamusi <<<KLIK>>> , jak sporządzić właśnie takie smakowitości. Cena takiego lunch boxu to około 25€, co nie jest małym wydatkiem, ale wierzcie mi - naprawdę warto. My mamy swój już drugi rok. Pomimo, iż bardzo często jest używany, nadal mogę śmiało powiedzieć, że wygląda jak nowy. Dostaniecie go na ebay, amazon lub na docelowej stronie blogowej mamusi mamiblock-shop.de .

5. ŁÓZECZKO TURYSTYCZNE 2w1 POP-UP od BABYMOOV

Niesamowicie przydatna rzecz w podróży. Łóżeczko może być wykorzystane nie tylko do spania, ale i do zabawy jako pewnego rodzaju kojec. Idealny w domu lub np. na plażę czy do ogrodu. U nas wada jest jedna - korzystać na zewnątrz nie mogliśmy z przyczyn pogodowych rzecz jasna. Ale gdybyśmy mogli, zapewne nie raz miałoby to miejsce. Maluszek może z niego korzystać tak mniej więcej do 7/8 miesięcy, ale znam też mamusie, które korzystają z niego nawet do roku. Łóżeczek typu pop-up jest mnóstwo na rynku. Także można sobie dowolnie dobierać. My przedstawiamy to. POP-UP oznacza, że łóżeczko w bardzo szybkim tempie się rozkłada - wystarczy je wyjąć z torby :). Dostępny w sklepach dziecięcych typu mytoys lub internetowo np. amazon. Cena około 60€. 

Tyle na dziś :) Wymienione produkty, absolutnie nie są żadną reklamą. Wymieniłam je tylko dlatego, aby pokazać co nam nieco ułatwia życie :)

czwartek, 21 grudnia 2017

'MUST HAVE' czyli złota PIĄTKA mamuś i dzieci

Obiecany post o "perełkach" dla najmniejszych i nie tylko powinien ujrzeć w końcu światło dzienne. Okres przedświąteczny trochę dał mi popalić, ale tu nie o tym. To tylko takie małe usprawiedliwienie :) Wybaczcie. Także bez zbędnych historii, oto moja lista, która może się komuś mocno przydać.

1. WATER WIPES

Nasz absolutny numer jeden. Są to mokre chusteczki, które mają UWAGA tylko DWA składniki: WODĘ w ilości 99,9% oraz EKSTRAKT Z OWOCÓW w ilości 0,1%. REWELACJA! Moje dziewczyny od urodzenia mają bardzo wyjątkową skórę i jedyne chusteczki, które do tej pory mogły używać, to te z zawartością olei. Natomiast od kiedy dowiedziałam się o istnieniu tych "wodnych", zaczęłam ich szukać w Berlinie. Nie były dostępne tu przez długi czas, aż w końcu dostałam zaproszenie na ich testowanie z drogerii DM. Niedługo po tym, można było je kupić w DM, ale tylko online. Ale niedawno pojawiły się także stacjonarnie. Także możecie się "rzucać" na półki ;) Cena chusteczek jest dość wysoka, bo za opakowanie (60sztuk) zapłacimy 2,95€. Dla porównania w drogerii ROSSMANN są dostępne tylko online w cenie 2,99€. Ale moim zdaniem WARTO.


2. BIO BABY-ÖL MANDEL MABYEN

Zupełny przypadek . Na olejek migdałowy firmy MABYEN trafiłam w drogerii DM. Szukając kolejnego specyfiku na niesamowicie suchą skórę mojego drugiego malucha, trafiłam właśnie na to. O właściwościach olejku migdałowego zaczęłam czytać jak jeszcze byłam w ciąży, także wiedziałam z grubsza, z czym skóra mojego dziecka będzie miała teraz do czynienia. Nie zastanawiając się dłużej dokonałam jego zakupu. Okazał się ŚWIETNY! Nadaje się nie tylko jako oliwka do smarowania ciała dziecka, ale także jako składnik kąpieli lub środek do masażu. Korzysta na tym nie tylko skóra mojej córy, ale także moje mega suche dłonie :) Skład tylko olejowy, zero parabenów, silikonów i innych ustrojstw. Cena 10,95€ za 200ml, no cóż, nie jest atrakcyjna, ale efekty mówią same za siebie.


3. SASZETKI SQUIZ

O nich kiedyś wspominałam na facebooku, z racji nabycia niewielkiego sprzętu do robienia zawartości "saszetkowej". Były to wtedy te jednorazowe, ale zaraz po tym zauważyłam, również w DM, wielokrotnego użytku. Rewelacja w podróży, na przekąskę lub drobne drugie śniadanie. Czasami są dostępne stacjonarnie, ale w większości bardzo szybko znikają z półek i czeka się na nie tygodniami. Dlatego zawsze są dostępne online. Pakowane są po 1szt., 3szt., 5szt. lub 7szt. Cena uzależniona oczywiście od ilości w jednym opakowaniu. Jedna kosztuje 4,95€ i wystarcza na około 50 napełnień. Oszczędzamy pieniążki, smak jest zupełnie inny, no i wiemy co jest w środku. Bardzo polecam.





4. MULTI-MAM KOMPRESSEN


To cudo z kolei uratowało moje "wołające o pomoc" sutki. Gdy karmiłam piersią pierwszą córkę, niesamowitą ulgę przynosiła mi maść MEDELA PURE LAN. Natomiast teraz kompletnie się nie sprawdziła. Tym oto sposobem trafiłam na kompresy. Przyspieszają one proces gojenia się ranek na sutkach, ale także blokują powstawanie wszelkiego rodzaju bakterii. Jedna saszetka zawiera dwa kompresy na każdą pierś. U mnie już po jednym dniu stosowania przyniosły niesamowitą ulgę. Cena to około 9€ dostępne w DM lub ROSSMANN.



5. GLOBULKI Z WŁASNEGO ŁOŻYSKA


O tym specyfiku dowiedziałam się kiedyś od jednej z moich klientek. Było to dość dawno bo prawie 3lata temu, także nie mogłam już tego zrobić przy pierwszym dziecku. Natomiast pamiętałam o tym calutki czas no i przyszedł ten dzień, kiedy zapytałam o to moją położną (oczywiście mam na myśli okres drugiej ciąży). Jest kilka firm w Niemczech, które się tym zajmują. Ja dostałam namiar na tą <<<KLIK>>>. Większość z Was teraz sobie zadaje pytania typu "co to?", "po co?", "czy to bezpieczne?" itd. . Otóż moje Drogie,  jest to lek całkowicie bezpieczny a najważniejsze niesamowicie naturalny, bo pochodzi od WAS! Homeopatia zawsze wzbudzała we mnie jakieś wątpliwości, ale skoro to może pomóc, bo zaszkodzić raczej nie, to czemu nie spróbować. Tak więc zamówiliśmy zestaw, który jest bezpłatny. W zestawie była koperta zwrotna, instrukcja, trzy formularze (dla nas, dla apteki z której chcemy odebrać pakiet oraz dla szpitala, w którym rodzimy) oraz buteleczka na łożysko. Przy porodzie dajemy wyznaczony formularz i buteleczkę położnym, a następnie wysyłamy wszystko do firmy w kopercie zwrotnej. Po około 14 dniach otrzymujemy telefon, iż wszystko znajduje się w wybranej aptece i jest gotowe do odbioru. Za taki standardowy pakiet zapłacicie jednorazowo około 92€. Ja z mężem doznaliśmy szoku jak dostaliśmy nie jedną a 7 buteleczek z globulkami. Każda z nich jest odpowiedzialna za inny objaw, np. ząbkowanie, kolki, bóle brzuszka, okres wzrostowy, objawy poszczepienne itd. . Mogłabym tak wymieniać, bo jest tego naprawdę sporo. I co najważniejsze naszej Kruszynce narazie niesamowicie pomagają przy kolkach! O zaletach takich globulek mogę się rozpisać w kolejnym poście, jeśli chciałybyście więcej, dajcie tylko znać :)


Na chwilę obecną jest to moich 5 TOP perełek dostępnych w Niemczech. Stąd tytuł postu "MUST HAVE", bo uważam, że są warte zachodu. Dajcie znać jakie są Wasze odkrycia. Może uda mi się je także dołączyć do listy :)





czwartek, 23 listopada 2017

Kindergeld


Wniosek o 'Kindergeld' co prawda złożyliśmy wcześniej niż o 'Elterngeld', ale stwierdziłam, że o zasiłek rodzinny warto się ubiegać wcześniej niż o pieniądze na utrzymanie dziecka (między innymi ze względu na to, iż zasiłek rodzinny, tak jak pisałam, może ulec pomniejszeniu jeśli złożymy go później niż 3 miesiącu po narodzinach naszego bąbla). 
Świadczenie rodzinne, czyli 'Kindergeld', przysługuje każdemu, kto zamieszkuje i pracuje w Niemczech oraz podlega opodatkowaniu i płaci składki. Można się o nie starać tylko do 4 lat wstecz (dotyczy dzieci urodzonych do 31.12.17), a od 01stycznia 2018 tylko do 6 miesięcy (więcej pod koniec postu). Poniżej zamieszczam bardzo fajną graficzną rozpiskę ze strony famielien wegweiser, o tym do jakiego wieku dziecka i w jakich kwotach jest wypłacane 'Kindergeld'


Jak widzimy, świadczenie jest wypłacane dla wszystkich dzieci do 18-stego roku życia. Do 21-go roku życia, 'Kindergeld' wypłacany jest wtedy, kiedy dziecko ma status osoby bezrobotnej. Natomiast jeśli jest w trakcie kształcenia do konkretnego zawodu, wtedy przysługuje aż do 25-go roku życia. Pamiętajmy jednak, że wypłacanie świadczenia kończy się automatycznie, gdy dziecko będzie miało 18 lat. Jeśli chcemy płatność przedłużyć, należy złożyć wiosek ponownie (spełniając oczywiście powyższe warunki).

Poza tym, od 2016 roku, świadczenie przysługuje w kwocie:
* 190 Euro za pierwsze i drugie dziecko
* 196 Euro za trzecie dziecko
* 221 Euro za czwarte i każde następne

Od 2017 roku kwoty nieznacznie się zmienią:
* 192 Euro za pierwsze i drugie dziecko
* 198 Euro za trzecie dziecko
* 223 Euro za czwarte i każde następne

I analogicznie od roku 2018, świadczenie ponownie wzrośnie o 2eur.



źródło: https://www.bmfsfj.de



Podczas szukania w internecie potrzebnych dokumentów do 'Kindergeld', nie natknęłam się niestety na nic (być może źle szukałam). W pewnym momencie po prostu rozłożyłam ręce i najzwyczajniej w świecie zadzwoniłam do Familienkasse aby się tego dowiedzieć. Otóż, jeśli dziecko urodziło się na terenie Niemiec i mieszka razem z rodzicami, do ubiegania się o świadczenie potrzebny jest jedynie WNIOSEK O KINDERGELD i AKT URODZENIA DZIECKA. Nie wymagany jest ani meldunek, ani kopie dowodów czy paszportów ani zaświadczenie z Polski o nie pobieraniu zasiłków. Tak więc wysłałam TYLKO ten wniosek i akt urodzenia naszej Julki. Decyzję otrzymaliśmy po 6 dniach od wysłania, a pieniądze na konto parę dni później.

Ponadto...
- od stycznia 2016r. we wniosku o 'Kindergeld' OBOWIĄZKIEM jest podanie numeru identyfikacyjnego naszego dziecka. O zmianach wiadomo było już 5 czerwca 2015r., ale w życie wchodzą dopiero od nowego roku. Co to jest numer identyfikacyjny i gdzie go znaleźć? Zapraszam do jednego z moich postów.
- od stycznia 2018r. zmienią się zasady odnośnie wypłaty wstecznej. Było 4 lata, będzie tylko 6miesięcy. Taką decyzję podjął urząd niemiecki 23.06.2017, i jest już ona zapisana w ustawie §66 EStG dotycząca 01.01.18 (tutaj treść punkt 7 <<<KLIK>>>)


A poniżej zamieszczam linki do pobrania wniosku (na czerwono dokumenty w języku polskim):
✏ wniosek do wypełnienia ONLINE <<<kliknij tutaj>>>
✏ wniosek do pobrania w formacie pdf w języku polskim <<<kliknij tutaj>>>
✏ załącznik do pobrania do wniosku w formacie pdf w języku polskim <<<kliknij tutaj>>>
✏ wniosek do pobrania w formacie pdf w języku niemieckim <<<kliknij tutaj>>>
✏ załącznik do pobrania do wniosku w formacie pdf w języku niemieckim <<<kliknij tutaj>>>
✏ wniosek do pobrania w formacie pdf w przypadku, gdy co najmniej jeden rodzic wraz z dzieckiem przebywa poza granicami Niemiec w języku polskim<<<kliknij tutaj>>>
✏ wniosek do pobrania w formacie pdf w przypadku, gdy co najmniej jeden rodzic wraz z dzieckiem przebywa poza granicami Niemiec w języku niemieckim<<<kliknij tutaj>>>


piątek, 27 października 2017

Poród pośladkowy w realiach niemieckich



Jak większość z Was wie z mojego fanpage na facebooku, tym razem nasza buba nr 2 postanowiła pobyć w moim brzuchu nieco dłużej niż wszyscy zakładali. Robiło się to bardzo frustrujące, tym bardziej, że liczyłaś na poród wcześniej lub w terminie..A tu taka niespodzianka. Część z Was również wie, czytając mój fanpage, że od 35tygodnia córa była ułożona pośladkowo. Rzekomo miała czas się odwrócić do 37tygodnia, ale kiedy ten czas się zbliżał, nadal na nic się nie zapowiadało. Zaczęliśmy więc działać.
Pierwszym sposobem na odwrócenie bubci była termopunktura cygarem MOXA, zaproponowana przez moją położną. Brzmi dziwnie, przynajmniej u mnie tak było, bo nigdy nie słyszałam o czymś podobnym. Nie przypuszczałam, że może jeszcze coś mnie zaskoczyć w Berlinie - a jednak. O cygarze moxa, możecie poczytać w "internetach" przy pomocy "wujka GOOGLE". A tym czasem coś o terapii. Moksoterapię stosuje się między innymi podczas ciąży, aby skłonić dziecko do prawidłowego ułożenia się w łonie mamy. Skutkuje to ponoć aż w 80%. Polega ona na ogrzaniu cygarem jednego punktu UB67, który znajduje się na stopie w najmniejszym paluszku. Dzięki temu uwalniają się hormony ciążowe, które prowadzą do delikatnych skurczy ciążowych, a w rezultacie do większej aktywności dziecka. U mnie ten zabieg został wykonany dość późno bo w 36tygodniu i być może dlatego też to nie poskutkowało. W każdym razie ja się nie poddawałam i szukałam dalej.
Drugim sposobem były ćwiczenia również zaproponowane przez położną.
=> pierwsze było z wykorzystaniem piłki do ćwiczeń, na której siadamy i okrężnymi ruchami poruszamy biodrami (10 razy w jedną stronę i 10 razy w drugą stronę; to ćwiczenie wykonywałam raz dziennie
=> drugie polegało na unoszeniu miednicy wyżej niż żołądek, tzn. leżymy na plecach, a pod pupę podkładamy kilka poduszek; w takiej pozycji pozostajemy na około 10minut (jest to BARDZO niekomfortowa pozycja, a ja miałam zbyt duży ucisk na klatkę piersiową i wrażenie, że nie mogę oddychać)
=> trzecie, chyba najbardziej przyjemne, to przykładanie słuchawek do dolnej partii brzucha, w których brzmi spokojna muzyka; ale i to nie zwabiło naszego uparciucha do przemieszczenia główki w tamtym kierunku
Kiedy wszystko zawodziło, postanowiłam udać się do szpitala, w którym byliśmy zameldowani na poród, i tam zasięgnąć konsultacji z lekarzem. Po wykonanym USG lekarz stwierdził, że nie ma powodu do obaw i że poród pośladkowy w moim przypadku jest jak najbardziej możliwy. CO?! PORÓD POŚLADKOWY?! W tamtym momencie zbladłam. Oczywiście miałam prawo do wyboru cesarskiego cięcia, ale chciałam go uniknąć w najmniej inwazyjny sposób. I wiecie co? Po konsultacji z dwoma lekarzami byłam w stanie na 80% podjąć się tego, aby urodzić "pośladkowo". Wytłumaczyli mi to tak skrupulatnie, tak dokładnie i tak jakoś "po ludzku", że rzeczywiście "nie taki diabeł straszny" się zapowiadał. Tym bardziej, jak mi cały czas powtarzano, dziecko jest odpowiednich gabarytów no i w końcu to jest moje drugie dziecko. Przy każdym porodzie jest ryzyko komplikacji i to właściwie dało mi do myślenia. Ale nadal nie byłam tego do końca pewna. Czułam się nieswojo z tą całą sytuacją. Czułam się zagubiona w swoich myślach, bo nie wiedziałam już co jest lepsze dla dziecka. O "cesarkach" w Berlinie nie mówi się zbyt dobrze wśród lekarzy. Kobiety są mocno uświadamiane w tym, że cesarskie cięcie nie jest do końca najlepszym wyjściem, chyba że rzeczywiście innego wyboru nie ma. Strach i skołowanie - to w tamtym momencie czułam. 

Na pewnym forum na facebooku, dziewczyny zasugerowały mi konsultacje z dwoma lekarzami w Berlinie, którzy się specjalizują typowo w takich przypadkach. Ba! Nawet zasugerowały mi szpital, którego mocną stroną są właśnie porody pośladkowe <<<HAVELHÖHE>>>. Konsultacja miała na celu pomoc w odwróceniu dziecka będącego jeszcze w brzuszku. Po niemiecku nosi to nazwę "Äußere Wendung". Widziałam coś takiego kiedyś na jakimś filmiku i wydało mi się to całkiem interesujące. Ale nigdy nie przypuszczałam, że może to spotkać również mnie. Najgorsze było to, że konsultując to rozwiązanie w pierwszym szpitalu, w którym potencjalnie miałam rodzić, nasłuchałam się przeróżnych rzeczy typu:
- może to wywołać przedwczesny poród i na 90% może skończyć się to cesarskim cięciem (sala miała już być przygotowana w razie czego)
- wykonują to tylko z pomocą leków rozluźniających mięśnie macicy
- nie ma gwarancji, że dziecko się obróci
- wykonuje to lekarz położnik w asyście jeszcze jednego lekarza
No, ale postanowiłam spróbować i przynajmniej udać się na konsultacje do jeszcze jednego lekarza. Tak więc wybrałam się do Charite Mitte, w którym to pracował drugi polecany do tego "zabiegu" lekarz. Udało mi się umówić do niego na wizytę w dość krótkim czasie, pomimo iż wizyta nie była wcześniej brana pod uwagę. W każdym razie stawiliśmy się z mężem w wyznaczonym terminie. Szpital zrobił na mnie mega pozytywne wrażenie tak jak i położne, które nas przyjmowały. 
Lekarz przyjął nas po około godzinie no i zaczęły się rozmowy. Analizował wszystko: masę ciała dziecka, położenie, moje samopoczucie, ilość wód płodowych itp.. Był bardzo dokładny i sprawiał wrażenie niesamowicie kompetentnego specjalisty. Po wszystkich informacjach i szczegółach, których mi udzielił, nie denerwowałam się wcale. Miałam wrażenie, że ten lekarz wie co będzie robił i co najważniejsze wie JAK to wykonać. Nie zastanawiając się długo podjęliśmy z mężem decyzję, że spróbujemy odwrócić malucha. Cały ten proces był bez żadnych leków, żadnej sali do porodu w razie czego nie było (ryzyko wystąpienia skurczy to mniej niż 0,05%!), wykonywał to sam bez żadnych innych lekarzy i nie musiałam być na czczo, co sugerował również poprzedni szpital. Powiem Wam jedno - takich lekarzy jest już bardzo mało. Lekarz w 100% z powołania, chcący pomóc pacjentkom i wczuwający się w to co robi. Wszystko trwało tylko 3 minuty! Było to trochę niekomfortowe i pod koniec odczuwałam lekki ból, ale było warto. Malutka bez problemu się odwróciła! I została w tej pozycji aż do porodu :) Byłam przeszczęśliwa, że wszystko udało się tak, żebym mogła urodzić naturalnie. Oczywiście na koniec zabiegu, zapytałam się o możliwość zapisania się do tego szpitala i mi nie odmówiono :) Po wszystkim wykonano mi jeszcze kontrolne KTG no i mogłam w tym samym dniu pomaszerować do domu.

Także moje drogie. Jeśli tak jak ja będziecie miały ten sam problem z ułożeniem dziecka, polecam Wam udać się na wizytę do tego lekarza. Jest z nim mnóstwo filmików na youtube, które zamieszczają pacjenci. Jeden z nich możecie zobaczyć tutaj <<<KLIK>>>. I możecie mi wierzyć, że moja mina na koniec była identyczna jak u tej kobiety z filmiku ;). A co najważniejsze NIE SŁUCHAJCIE INNYCH tylko tego, co podpowiada Wam serducho. Bo matka zawsze wie, co jest najlepsze dla jej dziecka. Instynkt macierzyński budzi się już w ciąży :) 

sobota, 23 września 2017

Wizyty u pediatry - Kinderuntersuchung U7a

U7a odbywa się pomiędzy 34 a 36miesiącem życia. Można więc je śmiało nazwać bilansem 3latka. To badanie trwało nieco dłużej niż zazwyczaj. Po pierwsze po badaniu U7, czyli po 2latkowym bilansie, otrzymaliśmy kwestionariusz dotyczący badania U7a, który mieliśmy wypełnić i zabrać ze sobą do badania. To co dostaliśmy nosi nazwę Mannheimer Fragebogen MEF U7a (po kliknięciu powinniście widzieć jak wygląda). Pytania dotyczą ogólnego rozwoju i zachowań naszego dziecka ale nie tylko. Przejdźmy zatem do samego badania.
Na wstępie standardowo ważenie, mierzenie wzrostu oraz główki. Potem otrzymaliśmy pojemniczek na mocz, w celu sprawdzenia go w laboratorium. Jeśli dziecko nie będzie chciało akurat wtedy zrobić siusiu, nie ma problemu - można go donieść dnia następnego. 
Kolejną rzeczą jest sprawdzenie ogólnego rozwoju poprzez zlecone zadania dla dziecka. Nasza córa miała następujące:
- rozróżnianie podstawowych kolorów (czerwony, zielony, niebieski, żółty) i reagowanie na polecania typu "a teraz podaj żółtą kaczuszkę mamie a niebieską postaw za pudełko"
- ułożenie drewnianych puzzli z 5 elementów (u nas był to fioletowy kotek)
- rozpoznawanie obrazków od największego do najmniejszego w celu sprawdzenia wzroku, opiszę to na podstawie naszej sytuacji
Dziecko otrzymuje 4 karty z obrazkami typu DOM JABŁKO KOŁO KWADRAT. Następnie lekarz przeprowadzający badanie trzyma planszę zawierającą wszystkie 4 symbole, ale powtarzające się i ułożone od największego do najmniejszego (coś w stylu tablicy z literami dla dorosłych w celu sprawdzenia wzroku). Podczas weryfikacji lekarz pokazuje dziecku symbol na tablicy, a dziecko ma za zadanie pokazać na swoich kartach, który symbol jest pokazywany. I tak kolejno, od wielkich aż do najmniejszych. Dla większego zobrazowania pokazuję rysunek bardzo podobny do tego, który dotyczył nas.
źródło: https://i.pinimg.com/originals/63/14/b1/6314b1e8ae60ca858426a32147c4bf3d.jpg
- odpowiedź na bardzo proste pytanie zadane szeptem przez lekarza z pewnej odległości np. "jakiego koloru chciałabyś żelowego misia?"  w celu sprawdzenia słuchu
- nazywanie pokazywanych przez lekarza obrazków, np. pokazanie dziecku obrazka z kwiatkiem, a dziecko ma  za zadanie odpowiedzieć po niemiecku co to takiego

Na podstawie tych zadań kolejny lekarz podsumowuje wyniki. Prosi jeszcze nasze dziecko aby narysowało kółko lub też prosi o wskazanie która linia jest dłuższa a która krótsza. Dodatkowo jeszcze może zadać nam kilka pytań dotyczących wypełnionego kwestionariusza. 
Ostatnim etapem jest badanie ogólne dziecka, czyli sprawdzenia uzębienia, uszu, oczu, narządów płciowych oraz stanu brzuszka. 

CO TRZEBA ZABRAĆ ZE SOBĄ NA BADANIE U7a? 
- kartę ubezpieczeniową dziecka
- żółtą książeczkę zdrowia dziecka
-książeczkę szczepień, która na końcu jest sprawdzana przez lekarza a następnie jest wyznaczany termin od kiedy należy po raz kolejny zaszczepić dziecko 

Podsumowując, badanie U7a zajmuje znacznie więcej czasu ze względu na ilość poleceń do wykonania przez dziecko. Nie zawsze też nasz maluch ma ochotę na natychmiastową współpracę i trzeba wszystko zaczynać "sposobami". Tak było np. w naszym przypadku. Kolejne badanie U8 za rok a szczepienie za 4 lata.