środa, 1 października 2014

Od czego zacząć..

 Wypadałoby się przedstawić. Od tego zacznę ☺️. Mam na imię Edyta i niedawno zostałam mamą słodkiej Julki zwanej przez całą ciążę BUBĄ. Obecnie mieszkam w Berlinie. Jest to dla mnie totalnie nowe otoczenie, ponieważ nigdy nie miałam okazji 'zmierzyć się' z tak dużym miastem. Pomysł na bloga był spontaniczny. Chcę dzięki niemu pomóc przyszłym i obecnym mamom w Niemczech, przebrnąć przez całą 'biurokrację', na co ja niestety byłam skazana, dowiadując się o wszystkim sama. Nie ukrywam, że było ciężko, więc mam nadzieję, że tym blogiem choć trochę będę w stanie 'coś nie coś' dopowiedzieć. 

Ponadto blog zawiera to co uwielbiam robić: piec ciasta i słodkości oraz robić zdjęcia! Możecie skorzystać z przepisów zaglądając w zakładkę 'PIECZEMY Z BUBĄ' (niedługo z nią piec będę ☺️) oraz podziwiać moje amatorskie zdjęcia w zakładce 'PRZYGODA Z APARATEM'. Gorąco zachęcam do śledzenia bloga i nie pozostaje mi nic innego jak życzyć miłej lektury ☺️.

 ☀️☀️☀️

Kiedy zobaczyłam upragnione, wyczekane dwie kreseczki na teście ciążowym, nie wierzyłam, że W KOŃCU się udało! Parę razy przecierałam oczy, dosłownie gapiąc się na biały pasek leżący tuż obok zlewu. Nie chciałam też popaść w jakąś przesadną euforię, bo co jeśli test się pomylił? Przecież tak też może się zdarzyć. 
Pierwszą rzeczą jaką zrobiłam to sms do męża. Nie chciałam o tym mówić przez telefon, więc poprosiłam go aby wcześniej (jeśli to możliwe) wyszedł z pracy. Dosłownie po kilku sekundach oddzwonił no i nie wytrzymałam mówiąc "będziesz najwspanialszym tatą na świecie". I tak się zaczęło. Po rozmowie miałam tysiące myśli "co dalej?", "gdzie do ginekologa?" itp. Bo przecież w obcym, jak dla mnie państwie, wszystko może wyglądać zupełnie inaczej! I się nie myliłam...
Niemcy, a konkretnie Berlin, "potęga Europy" - tak, właśnie tu przebywam. Powiem, że łatwo nie było, dlatego chciałabym, aby ten blog był w jakimś stopniu "drogowskazem" lub poprostu ułatwieniem dla przyszłych i obecnych mamuś przebywających na terenie Niemiec. Prawda jest taka, że przeszukałam niemalże wszystkie strony, fora, gazety, ulotki w poszukiwaniu informacji na temat przebiegu sytuacji w jakiej się znalazłam. I dopóki człowiek sam na sobie czegoś nie doświadczy, to nie będzie świadomy niczego. Wiele z wyczytanych czy też usłyszanych "ciekawostek" na temat dalszego postępowania były albo kompletną bzdurą albo były nie dopowiedziane. Tak więc "koniec końców" musiałam sama zacząć węszyć w niemieckich regułkach.
Po pierwsze lekarz
Jeśli jesteś osobą rozumiejącą mniej więcej język niemiecki to śmiało polecam wybrać ginekologa niemieckiego ( przy okazji można podszkolić fachowe słownictwo). Ja na samym początku wybrałam się do ginekologa polskojęzycznego, aby potwierdzić to czy jestem faktycznie w ciąży. Co ważne! Jeśli posiadacie kartę EKUZ z Polski (Europejska Karta Ubezpieczenia Zdrowotnego) możecie się nią posłużyć w momencie rejestracji do lekarza! Oczywiście za jakieś dalsze badania typu USG będziecie musiały ponieść koszta. Natomiast samo sprawdzenie czy jesteście w ciąży czy też nie NIC WAS NIE KOSZTUJE GDY POSIADACIE TAKĄ KARTĘ. Ani za pobranie krwi ani za wizyty kontrolne nic nie płaciłam. Tak było w moim przypadku. Jednak należy pamiętać, że karta nie służy do długotrwałego leczenia i nie można się nią posługiwać bez końca. Takie też podpisujecie oświadczenie w momencie rejestracji. Zasada jest taka, iż każdy kto mieszka w Niemczech musi być obowiązkowo tutaj ubezpieczony. EKUZ tworzy pewnego rodzaju pomoc na samym początku.
Przejdzmy teraz do samej wizyty. Nie będę polecała bądź nie, żadnych lekarzy, bo ile ludzi tyle opinii. Dla każdego na czym innym zależy. U mnie polecany przez wiele Pań na forach lekarz, niestety się nie sprawdził. Tak więc postanowiłam poszukać na własną rękę. Do tego celu wykorzystałam portal www.jameda.de. Jest to taka mini baza lekarzy, dzięki której można zapisać się online TYLKO na pierwszą wizytę. Kolejne wizyty muszą być już uzgadniane telefonicznie ☎. Jameda wyszukała mi ginekologów blisko mojego miejsca zamieszkania i sugerując się opiniami, które są również zawarte, umówiłam się na wizytę online do niemieckiej lekarki. Dla bezpieczeństwa sprawdziłam czy Pani posługuje się językiem angielskim (z racji większej znajomości), bo w razie czego będę rozumiała ją lepiej. Angielski tutaj jest dobrą alternatywą w przypadku, gdy ktoś MNIEJ WIĘCEJ, jak już pisałam, zna niemiecki, ale boi się, że czegoś nie zrozumie lub nie powie (tak jak ja). 
Jeśli chodzi o kwestie ubezpieczenia, to tak jak wspomniałam, można udać się z kartą EKUZ z Polski, ale za pewne badania możemy być obciążeni opłatą. Ja posługiwałam się nią do momentu uzyskania ubezpieczenia z AOK (niemiecka kasa chorych), czyli przez jakieś 3 wizyty. Za żadną wizytę ani badanie nie płaciłam. Należy też pamiętać o tym, że tutaj każde ubezpieczenie jest inne. Zależy to od tego, jakie kto ma wykupione świadczenia. Za jedne badania niektórzy płacą a inni nie. Ten temat będzie również przeze mnie poruszany.
Podsumowując, pierwszą rzeczą o jaką powinnyście zadbać to poszukanie lekarza prowadzącego ciąże, któremu będziecie ufały. Pamiętajcie, że pierwsze wrażenie nie jest złudne. Jeśli macie jakieś wątpliwości co do wybranego lekarza ZMIEŃCIE GO JUŻ NA POCZĄTKU! Ja tak zrobiłam i za drugim razem już zawiedziona nie byłam ☺️. A o tym jak przebiega pierwsza wizyta u ginekologa w Niemczech w następnym poście☺️. Miłego poranka wszystkim życzę! ☀️


4 komentarze:

  1. Hej, cieszę się, że znalazłam Twój blog. Ja też piszę z Berlina. Podziwiam ogrom pracy, jaki włożyłaś we wpisy! Będę zaglądać. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za miłe słowa :) Również pozdrawiam i zapraszam :)

      Usuń
  2. Naprawdę super, że są takie osoby jak TY :) Dzięki Tobie to wszystko z czym będę się musiała zmierzyć za pare miesięcy już nie jest takie straszne :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super pomysł z tym blogiem :) dzięki Tobie to wszystko, co czeka mnie za pare miesięcy już nie jest takie straszne :) Wielkie ukłony w Twoją stronę :)

    OdpowiedzUsuń